Zimowa Dolina Pięciu Stawów i Pusta Dolinka

5.04.2016
Dolina Pięciu Stawów Polskich jest bardzo atrakcyjna o każdej porze roku. Latem jest wręcz oblegana przez grupy turystów, dla których jest celem samym w sobie, dla innych to tylko etap podczas wędrówki w wyższe partie gór. Można ją też polecić tym, którzy chcą sprawdzić swoje umiejętności w zimowych warunkach, np. chodzenie w rakach lub jazdę na nartach skiturowych – pomocą mogą być, organizowane przez schronisko w „piątce”, kursy lawinowe lub turystyki zimowej.
Warto tylko pamiętać, że wiosna w wysokich górach zaczyna się bardzo późno, i kiedy dolinki usłane są już krokusami i innym kolorowym kwieciem, na tatrzańskie szlaki wychodzimy w zimowym ekwipunku. Często bowiem wysokie temperatury w ciągu dnia powodują, że podtopiony śnieg w nocy przymarza, tworząc w zacienionych miejscach lodowisko, którego nie pokonamy, jeśli nie posiadamy raków lub raczków.

Poniżej schemat szlaków prowadzących do Doliny Pięciu Stawów Polskich – zimowa trasa (czarne znaki) omija wodospad Siklawa.

Szlaki do Schroniska w Dolinie Pięciu Stawów Polskich

Planując naszą zimowo-wiosenną wyprawę do Doliny Pięciu Stawów Polskich chcieliśmy zdobyć „coś” więcej. To „coś” to miała być jedna z propozycji:
Dolinka Buczynowa – Przełęcz Krzyżne – Dolina Pańszczyca (wariant najbardziej nas interesujący. Minus – pod granią konieczność lotnej asekuracji (spowalnia) oraz obawa, że w Dolinie Pańszczyca ugrzęźniemy w mokrym śniegu w polu kosówek), a potem długa droga przez Rówień i Dolinę Waksmundzką
Szpiglasowy Wierch – Morskie Oko – cel bardzo kuszący, ale zniechęcała nas myśl o powrocie 9 km asfaltem,
Przełęcz Zawrat – byłoby fajnie, ale zbyt daleko
Kozi Wierch (odradzili nam turyści spotkani w Dolinie Roztoki – mokry, ciężki śnieg, „masakra”)
Założenie było takie, że idziemy do Doliny 5 Stawów Polskich, sprawdzimy jak jest naprawdę w terenie, o resztę podpytamy w schronisku i na miejscu zdecydujemy co dalej. W najgorszym wypadku zrobimy sobie spacer wzdłuż doliny.

Odcinek od parkingu na Palenicy Białczańskiej do Wodogrzmotów Mickiewicza pokonaliśmy szybko i przyjemnie – suchy asfalt, śpiewające ptaszki i całkiem ciepło, jak na godz. 5 rano.

Parking na Palenicy Białczańskiej

Sytuacja diametralnie zmieniła się w Dolinie Roztoki. Początkowe kamienisto-żwirowe kilkaset metrów zmieniło się w lodową taflę. Nawet na niewielkich wzniesieniach trudno było utrzymać równowagę. Po kilku piruetach szybko założyliśmy raki. Lodowe atrakcje utrzymywały się do  szałasu na Polanie Nowa Roztoka. Ale pomimo tych problemów przejście tego odcinka było bardzo atrakcyjne. Nad naszymi głowami słońce bardzo efektownie oświetlało szczyty grani Wołoszyna, słychać było głośny szum potoku Roztoka, który o tej porze roku toczy sporo wód z topniejących śniegów, no i w powietrzu czuć już było ten specyficzny zapach nadchodzącej wiosny.

W warunkach zimowych dojście do Schroniska w Dolinie 5 Stawów Polskich biegnie czarnym szlakiem, który w górnej części obchodzi Niżnią Kopę od wschodu i dołącza do niebieskiego szlaku ze Świstówki. Cały ten odcinek to już konkretna stromizna. Zakosami, wolniutko podchodziliśmy do schroniska w miękkim śniegu, miejscami lodzie (raki niezbędne). Po drodze trochę czasu zeszło nam na zdjęcia – warunki były idealne. Wspaniale widoczna była grań od Koziego Wierchu przez Krzyżne i cały Wołoszyn.

Po przekroczeniu progu – świetna panorama na całą Dolinę 5 Stawów.

A w schronisku niespodzianka – prawie zupełnie pusto, razem z nami może 10 osób. Niestety, nie udało nam się zdobyć żadnych informacji, jakie warunki są na szlakach. Większość osób, które spotkaliśmy w schronisku wybierała się na Szpiglasową Przełęcz. My decydujemy się na Przełęcz Krzyżne. Krótki odpoczynek, śniadanko, przypinamy raki i ruszamy. Jest godz. 11, bezchmurne niebo, piękne słońce, ale jednocześnie mamy wrażenie, że śnieg jest jeszcze bardziej miękki, grząski i mokry niż przy podejściu do schroniska. Idzie się nam coraz ciężej, coraz wolniej i niestety, jesteśmy co najmniej godzinę w plecy z planowanym czasem. Przechodzimy mostek przy Wielkim Stawie i mocno zmęczeni i rozgrzani zastanawiamy się nad zmianą planów. Przełęcz Krzyżne kusi, szczególnie jednego pana w naszej grupie, ale rozsądek bierze górę – z żalem (co poniektórzy wielkim) rezygnujemy.

Żeby jednak jakoś wykorzystać te kilka godzin pięknej pogody decydujemy się na przejście do Dolinki Pustej. Dolinka sama w sobie nigdy nie była celem naszych wycieczek, nie było po prostu na nią czasu. Nie bywaliśmy dłużej w schronisku, żeby móc spokojnie spenetrować okolicę. Tym bardziej teraz taki cel wydaje się atrakcyjny, a i wysokość prawie taka sama jak Krzyżnego ( zaledwie ok. 120 m niżej). W warunkach „nie zimowych” nie jest to zbyt ambitna trasa, raczej górski spacer. Ale zimą, szczególnie w porze topniejącego śniegu, na drodze znajduje się kilka pułapek, (zapadający się śnieg) natrafiamy na nie przede wszystkim przy  podejściu na próg dolinki. Podchodząc do Pustej Dolinki oglądaliśmy całe połacie śniegu w oryginalnym, lekko żółtym odcieniu. Prawdopodobnie ma to związek z opadami na początku marca, kiedy silne wiatry wiejące znad Afryki, naniosły mikroskopijne drobinki kurzu i piasku.

Po 2 godz. marszu osiągamy cel wędrówki. Zimą, a jeszcze w takim słonecznym dniu dolinka nie robi takiego mrocznego wrażenia. Owszem, jest „pusta”, ale przykryta białym puchem jakaś taka łagodna. Kto oglądał ją z wysokości Koziej Przełęczy ten pamięta posępne, szare skały i piargi i przejmujące wrażenie martwoty tego miejsca. Dolinka zyskała swoją dramatyczną sławę dzięki Zamarłej Turni, a szczególnie jej południowej ścianie, która bardzo długo uchodziła za niezdobytą, a później najtrudniejszą ścianę wspinaczkową w Tatrach. Po raz pierwszy została zdobyta w 1910 r., przez czwórkę zakopiańskich wspinaczy: Henryka Bednarskiego, Józefa Lesieckiego, Leona Loria, Stanisława Zdyba. Ale trzeba tu wspomnieć przede wszystkim inne nazwisko – Jerzego Leporowskiego. To właśnie on, człowiek dotychczas niezwiązany z górami i środowiskiem wspinaczkowym, poznański kupiec, lotnik z I wojny światowej, przeszedł południową ścianę tak o, samotnie, bez asekuracji, w dodatku szybko. Leporowski był niezwykle utalentowanym wspinaczem, sprawnym fizycznie i niewrażliwym na ekspozycję, oprócz południowej ściany Zamarłej Turni, zupełnie samodzielnie zdobył północno- zachodnią ścianę Galerii Gankowej i południową ścianę Żabiego Konia.

Ale to z czego zasłynęła najbardziej Zamarła Turnia, to wypadki śmiertelne. Pierwszą jej ofiarą był Stanisław Bronikowski (1917 r.), który wspinał się wspólnie z Rafałem Malczewskim (synem słynnego malarza Jacka Malczewskiego). W 1927 r. ginie Mieczysław Szczuka, w 1929 r. siostry Skotnicówny, Lidia i Marzena, które podjęły próbę pierwszego kobiecego przejścia. Młode, ale doświadczone i utalentowane taterniczki zginęły na oczach wspinającego się powyżej w innym zespole Bronisława Czecha. Przyczyną tragedii była wada karabinka, który rozgiął się podczas szarpnięcia liny asekuracyjnej.
Nie tylko Zamarła Turnia zbiera śmiertelne żniwo. W 1928 r. do Pustej Dolinki spada i ginie Leporowski, podczas próby samotnego wejścia północnym filarem Koziego Wierchu (na skutek ukruszenia chwytu).
Także współcześnie prowadzący przez Kozią Przełęcz szlak turystyczny jest przyczyną wypadków.

Podobno w Pustej Dolince pojawiają się duchy tych, którzy tu zginęli. Nocą można spotkać spacerującego ducha Bronikowskiego, słychać też odgłosy wbijanych w ścianę haków przez duchy sióstr Skotnicówien.
Krąży też opowieść o duchu Czarnej Damy, pisał o nim m.in. Jan Długosz.  Duch pojawia się w ciągu dnia, często nawet w pełnym słońcu, twarz ma otuloną welonem i czeka na ofiary. Wg legendy widział ją każdy wspinacz, który zginął na Zamarłej Turni. Być może duch Czarnej Damy ma związek ze śmiercią Stanisława Bronikowskiego, który pierwszy zginął na Zamarłej Turni; po wypadku przychodziła tutaj i siadała pod skałą ubrana w żałobę jego matka.

Dolinka Pusta jest też odwiedzana przez narciarzy.

Do Pustej Dolinki można wybrać się na skiturachDolinka Pusta jest też odwiedzana przez narciarzy.

Zjazd z Pustej Dolinki do 5 Stawów
Z progu Pustej Dolinki rozciąga się wspaniały widok na Tatry, na I planie widoczne są: Miedziane, Liptowskie Mury i Kotelnica, za nimi Cubryna, Mięguszowiecki Szczyt Wielki, Koprowy Wierch i dalej Szczyrbski Szczyt i grań Hrubego Wierchu, a pod nami prawie cała Dolina 5 Stawów.

Widok z progu Pustej Dolinki

Opuszczamy Pustą Dolinkę i spokojnie wracamy tą samą drogą do schroniska. Idziemy po swoich śladach, ale w pełnym słońcu śnieg zdążył już zmienić swoją konsystencje, zapadamy się więc co chwilę po pas. Przez te kilka godzin zmienił się też wygląd stawów, widać na ich powierzchni wielkie połacie roztopionego śniegu. Docieramy do schroniska mocno zmęczeni, wypijamy zasłużone piwko i o godz. 16 jesteśmy gotowi do powrotu. Słońce towarzyszy nam cały czas aż do Doliny Roztoki. Lodowe ścieżki w dolinie pokonujemy w rakach. Powrót z Doliny 5 Stawów Polskich do samochodu na parkingu w Palenicy Białczańskiej zajmuje nam 3 godz. Docieramy zmęczeni, co poniektórzy w przemoczonych butach, ale ogólnie zachwyceni całą wyprawą. Dolina 5 Stawów Polskich jest warta odwiedzenia o każdej porze roku.

Dolina 5 Stawów Polskich, po lewej zbocza Koziego Wierchu, po prawej grań Opalonego i Miedzianego, w dole zamarznięty Wielki Staw

Dojście do schroniska wzdłuż Przrzedniego Stawu

Informacje praktyczne:

Dolina 5 Stawów Polskich jest świetnym celem (celem nawet samym w sobie) zimowej wędrówki dla „niezawansowanych” turystów. Można przećwiczyć chodzenie w rakach, można się też porządnie zmęczyć samym podejściem do schroniska. Przy jednodniowej wycieczce należy brać pod uwagę krótki dzień i lodowe niespodzianki na drodze, które nas spowalniają i tak planować wycieczkę, by mieć zapas czasu. Idealnie byłoby móc pomieszkać kilka dni w  Schronisku i robić stąd wypady – piesze, lub na nartach (można je pożyczyć w schronisku).
Ale każda z tych propozycji wymaga pewnego doświadczenia w zimowej wspinaczce.

Uwaga – w Dolinie 5 SP jest problem z zasięgiem telefonów komórkowych!