Wyruszamy na Appalachian Trail

Po udanej zeszłorocznej wyprawie do USA i przejściu szlaku Pacific Crest Trail (4 300 km), i w tym roku postanowiliśmy wybrać się na kolejny szlak w ramach projektu Terra Incognita. Po trudach pustyni Kolorado, przepaściach gór Sierra przyszedł czas na wschodnie wybrzeże Ameryki i szlak Appalachian Trail.

Wszystkie zdjęcia pochodzą z wyprawy PTC 2016

Pacific Crest Trail, fot. Grzegorz Ozimiński i Maciej Stromczyński

Appalachy to góry dosyć stare, które ukształtowaniem terenu przypominają polskie Beskidy czy Sudety. Stąd szlak AT przez sporą część wiedzie lasami, łąkami trawersując góry o średniej wysokości około 1300 m n.p.m. W tym przypadku nie mamy więc do czynienia ze skalistymi i piętrzącymi się po obłoki chmur szczytami, jakie mieliśmy okazję zaobserwować w górach Sierra Nevada czy w Górach Kaskadowych. Kopiasta konstrukcja gór nie oznacza jednak, że szlak nie stanowi wyzwania równego PCT. Co więcej, suma pokonywanych wzniesień w przypadku AT wynosi 515 000 stóp (ok. 160 000 metrów), kiedy na PCT to „jedyne” 315 000 stóp (około 100 000 metrów). Sam szlak jest jednak o wiele lepiej przygotowany pod początkującego turystę/górołaza.

Jak wiemy z historii, wschodnie wybrzeże Ameryki jako pierwsze zostało skolonizowane przez przybyszów z Europy, stąd gęstość zaludnienia tych terenów jest dosyć spora. Przekłada się to na swobodniejszy dostęp do szeroko pojętej cywilizacji, czyli sklepów, hosteli itp., o które na szlaku PCT było o wiele trudniej. Wzdłuż szlaku został także stworzony system specjalnych schronów, w których można spędzić noc bez konieczności rozkładania namiotu. Na szlaku można spotkać dzikie zwierzęta, takie jak czarne niedźwiedzie czy grzechotniki, jednak o atak z ich strony dosyć trudno. W lasach warto zwrócić uwagę na dużo mniejsze, ale tylko ze względu na gabaryt zagrożenie, jakim są kleszcze. Wilgotne tereny wschodniego wybrzeża to idealne pole lęgowe dla tych osobników, które jak wiemy przenoszą nieciekawą w skutkach boreliozę. Warto więc uzbroić się z akcesoria do zwalczania i usuwania tych pajęczaków.

Pacific Crest Trail, fot. Grzegorz Ozimiński i Maciej Stromczyński

Appalachian Trail ma długość około 3 500 km i wiedzie przez  14 stanów wschodniego wybrzeża Ameryki. Jest on dwukierunkowy, stąd możemy mówić o dwóch punktach końcowo/startowych. Pierwszym z nich jest góra Mt. Katahadin  1 606 m n.p.m w Parku Narodowym Baxter na terytorium stanu Maine – północ Kontynentu. Drugi punkt to góra Springer Mountain – 1 153 m n.p.m., w stanie Georgia w południowej części USA. Najpopularniejszym kierunkiem wybieranym przez hikerów jest ten z południa  na północ, co podyktowane jest głównie łatwiejszym początkiem w rejonie gór południowych, jak i chęcią zakończenia wędrówki w sprzyjających warunkach gór północy. Odwrotny kierunek to sprawa bardziej skomplikowana. Żeby  wyruszyć na szlak z góry Mt. Katahdin musimy czekać do maja lub nawet czerwca, kiedy władze Parku Baxter zadecydują o otwarciu szlaków prowadzących na tę górę. Stąd najwcześniej z tego punktu możemy wyruszyć dopiero w okolicach końcówki maja, kiedy kierunek z gór południa jest już możliwy na przełomie marca i kwietnia.

My, podobnie jak niewiele ponad 5% hikerów, wybraliśmy kierunek z północy na południe. Do Stanów Zjednoczonych wylatujemy już 28 czerwca, żeby około 1 lipca rozpocząć swoje zmagania ze szlakiem na szczycie góry Mt. Kathadin. Lecimy przez  Kijów do Nowego Jorku, potem autobusem do Bangor w stanie Maine i stamtąd, jeszcze nie wiemy jak, do Parku Baxter. Na całą wyprawę planujemy przeznaczyć maksymalnie 5 miesięcy, przy czym mamy nadzieję, że uda nam się metę osiągnąć w okolicach końcówki października. Klimat na szlaku w okresie lipca i sierpnia to spora wilgotność i wysokie temperatury. Wrzesień i październik to już łagodna jesień z opadami deszczu i niewielka ilością śniegu. Sam szlak jest dosyć tłoczny. Łącznie wybiera się na niego około 8-9 tysięcy ludzi, a kończy niespełna 25 %. Szlak jest popularny pośród tzw. sekcyjnych hajkerów, którzy wyruszają na niego z celem pokonania jakiegoś konkretnego odcinka bez zamiaru przejścia całości szlaku. Idąc z północy na południe unikniemy tłumów, co nie ukrywamy bardzo nas urządza. Nie będzie problemu z miejscami w schronach, a i sama wędrówka będzie przyjemniejsza. Oznaczeniem szlaku AT jest gruba, pionowa linia białego koloru, która jest także znakiem rozpoznawczym tego szlaku.

Pacific Crest Trail, fot. Grzegorz Ozimiński i Maciej Stromczyński

Koszt wyprawy obliczyliśmy na około 25 tys. złotych, w których zawiera się już sprzęt, bilety lotnicze, ubezpieczenie i wyżywienie na szlaku. Do zamknięcia budżetu brakuje nam około 10 tysięcy złotych. O pomoc w tej sprawie po raz kolejny zwróciliśmy się do naszych rodaków za pośrednictwem portalu „Polak Potrafi”. Dla osób, które zdecydują się wesprzeć nasz projekt przygotowaliśmy ciekawe nagrody, w tym gadżety od naszych sponsorów.
LINK: https://polakpotrafi.pl/projekt/appalachian-trail-polnoc-poludnie-3500-km-marszu

Opis wyprawy Macieja i Grzegorza na  Pacific Crest Trail: https://gorydlaciebie.pl/wyprawy/pacific-crest-trail-pierwsze-polskie-przejscie/

Pacific Crest Trail, fot. Grzegorz Ozimiński i Maciej Stromczyński

GRZEGORZ OZIMIŃSKI

Nazywam się Grzegorz Ozimiński, urodziłem się 16 września 1987 roku w Częstochowie i jestem współtwórcą projektu o nazwie Terra Incognita. Projekt ten zakłada eksplorację długodystansowych szlaków wysokogórskich na świecie. Wszystko zaczęło się jednak dużo wcześniej.
We wczesnym dzieciństwie, zamiłowaniem do pieszych wędrówek zarazili mnie moi rodzice, którym to zawdzięczam pierwsze kroki na Jurze i w Beskidzie Śląskim. W latach późniejszych swoją pasję rozwijałem w ramach członkostwa w częstochowskim PTTK, a w okresie liceum na prywatnie już organizowanych wyjazdach i obozach. Kolejne lata mojego życia to już okres wzmożonej eksploracji Tatr a także pogłębiona znajomość Jury poprzez wspinaczkę skałkową.
Obecnie mieszkam w Krakowie, z którym związałem swoją przyszłość zawodową. Czas wolny poświęcam na ciągły trening i doskonalenie swoich umiejętności wspinaczkowych. Zbilansowany trening siłowo-kondycyjny połączony z bieganiem i treningiem na panelu wspinaczkowym to mój sposób na bezpieczną i sprawną wędrówkę w środowisku górskim.
Projekt Terra Incognita jest dla mnie realizacją planów i marzeń, które kotłowały się w mojej głowie od bardzo dawna. Podziw i zazdrość z jaką patrzyłem na inne osoby realizujące bardzo odważne  pomysły podróżnicze, przeistoczył się w działanie, którego pierwszym aktem był trekking długodystansowym szlakiem wysokogórskim Pacific Crest Trail w 2016 roku. Udana próba przejścia tego szlaku w naturalny sposób zachęciła mnie do podjęcia kolejnego wyzwania jakim jest szlak Appalachian Trail. Szlak ten jest dla mnie nie tylko kolejną szansą na przeżycie niesamowitej przygody ale także zwiastuje spore zmiany w moim życiu na które od dawna czekałem.

MACIEJ STROMCZYŃSKI

Nazywam się Maciej Stromczyński urodziłem się w Częstochowie w 1986 roku. To właśnie w tym mieście i jego okolicznych lasach i górach stawiałem pierwsze  turystyczne  kroki. Będąc uczniem 6 klasy szkoły podstawowej wstąpiłem do Związku Harcerstwa Rzeczpospolitej. Organizacja ta zaczęła kształtować mój charakter oraz zamiłowanie  do wszelkiego rodzaju aktywności trekkingowej, survivalowej i turystycznej. W  okresie studiów wraz z grupą znajomych zaczęliśmy eksplorować polskie góry.
Na początku niższe Beskidy, Sudety a później w miarę nabytych umiejętności Tatry Polskie  i Słowackie w okresie letnim jak i zimowym. Polskie góry nagle zrobiły się już za małe, dlatego w 2014 wpadłem na pomysł wyjazdu w Alpy w celu zdobycie najwyższej góry Europy Mont Blanc. Mimo dobrego przygotowania, góra nie poddała się i z Francji wróciliśmy na tarczy. Już w drodze powrotnej obiecaliśmy sobie ze za rok spróbujemy ponownie. Dzięki uporowi, konsekwencji mimo trudnych warunków pogodowych latem 2015 roku udało się zdobyć Mont Blanc. Dzięki temu zdarzeniu, zacząłem patrzeć na świat w zupełnie innych barwach, dochodząc do wniosku że nie ma rzeczy niemożliwych. Kolejnym marzeniem było przejście liczącego 4278 km szlaku Pacific Crest Trail. Po 163 dniach i ten cel udało się zrealizować. Przyszedł więc czas na kolejne marzenie…Appalachian Trail.

Zapraszamy na naszą stronę: http://pct.one.pl

Pacific Crest Trail, fot. Grzegorz Ozimiński i Maciej Stromczyński

 

 

  • LHJ

    Myślę, że obecnie podążacie pierwszym z północy i jednocześnie chyba najtrudniejszym odcinkiem szlaku tzw “100 mil dziczy”, gdzie na szlaku nie ma żadnych osiedli ludzkich. Ciekaw jestem jak udało się Wam dotrzeć do początku trasy ( Mt. Kathadin ). Życzę powodzenia na kolejnym długim szlaku pieszym i z niecierpliwością oczekuję na relacje z trasy. Mam nadzieję, że po powrocie do Polski spiszecie swoje doświadczenia w książce, którą uda mi się kupić i przeczytać. Sam pomału przymierzam się do podobnych tras w przyszłości, gdy będę na emeryturze i będę miał na to czas ( jeżeli dożyję i zdrowie będzie mi jeszcze dopisywało – zostało mi ok. 6 lat pracy ). Obecnie prawie codziennie chodzę po lasach. Urlopy spędzam w górach. W ubiegłym roku przeszedłem większość GSB ( z Ustronia do Komańczy ), a w tym roku skończyłem GSB ( Bieszczady ) i wybieram się na GSS. Wiem, że to żadne porównanie, ale od czegoś trzeba zacząć.