Jest wiele gór o wysokości sięgającej (i przewyższającej) 3000 m n.p.m., na które można wdrapać się bez większych problemów w warunkach letnich. Przekroczenie 4000 m generuje jednak pewne problemy, oto w Alpach nagle zaczynają się pola lodowców i pojawia się konieczność przeszkolenia w umiejętności poruszania się w takim terenie (wiązanie liną, budowanie stanowisk do wyciągania partnera ze szczeliny lodowcowej). Okazuje się jednak, że są miejsca, gdzie barierę 4 tysięcy metrów w pionie można pokonać w warunkach bezśnieżnych. Wystarczy wybrać się dostatecznie daleko na południe, konkretnie w Mały Kaukaz. Pod ośnieżonym, pięciotysięcznym Araratem, niegdyś chlubą Armenii, rozciąga się najwyższy obecnie masyw tego kraju – Aragac – wygasły wulkan o wysokości 4090 m n.p.m.

Aragac nie jest tak wysoki jak Ararat (leżący za miedzą w obecnej Turcji), ale jest 4-tysięcznikiem i można się na niego wspiąć bez specjalnych zezwoleń, wynajmowania przewodnika, bez dodatkowych kosztów, czy wreszcie – jak w przypadku gruzińskiego Kazbeka, gdzie przewodnik nie jest obligatoryjny i nie potrzeba specjalnych zezwoleń – bez umiejętności poruszania się w terenie lodowcowym.

Autor: Przemysław Borys

Dojazd nad Jezioro Kari (3100 m n.p.m.) pod Aragacem – prowadzi tu asfaltowa droga, a na szczycie znajdziemy parking

Dojazd nad Jezioro Kari (3100 m n.p.m.) pod Aragacem – prowadzi tu asfaltowa droga, a na szczycie znajdziemy parking

Historia tego dnia zaczęła się po południu dnia poprzedniego – przekroczyliśmy granicę Gruzji z Armenią (gdzie zaliczyliśmy 3 godziny oczekiwania – bo trzeba było kupić ormiańskie ubezpieczenie na samochód, a internet celnikowi odmówił posłuszeństwa). W końcu przeprawiliśmy się, ale przez opóźnienie nie udało się zrealizować pierwszego punktu planu wyprawy.

Mieliśmy mianowicie nagrane z firmą camp.am (ma przedstawicielstwo w Erywaniu) wypożyczenie namiotów, w których mieliśmy spać przed podejściem na Aragac. Aragac to 4-tysięcznik, więc przed próbą jego zdobycia wymagana jest chociaż krótka aklimatyzacja. Niestety, przekroczyliśmy granicę zbyt późno i przedstawicielstwo firmy było już zamknięte. Wobec takiego obrotu sprawy postanowiliśmy pojechać nad Jezioro Kari (typowy punkt wypadowy na Aragac, 3200 m n.p.m.) i tam przenocować w samochodzie w nadziei, że nikomu to nie będzie przeszkadzać. Niestety, niedoszacowanie opóźnień na granicy było naszym błędem i może warto rozważyć jednak zabranie namiotów z Polski – tym bardziej, że „dwójka” może ważyć nawet poniżej 2 kg i może nie zrujnuje naszego budżetu lotniczego.

Ostatecznie – mieliśmy dużo szczęścia. Postanowiliśmy „spróbować” zapytać w hotelo-restauracji obok czy mają wolne miejsca…. I mieli! 3200 m n.p.m. za 30000 dramów, w przeliczeniu 300 zł, za 5 osób w 2 pokojach z łazienką. To na Łomnicy na 2600 m za jedną osobę trzeba zapłacić blisko 3000 zł… Na szczęście dla nas Ormianie jeszcze nie wiedzą co mają i jak na tym zarabiać. Niestety, przy planowaniu wyprawy nie udało mi się zdobyć namiarów elektronicznych na tę restaurację. Udało mi się znaleźć (Google Maps) numer telefonu (+37493396182), jednak z racji, że nie mówię po ormiańsku, wysłałem tam wiadomość przez whatsapp – i nie dostałem odpowiedzi. Może Czytelnicy będą mieli więcej szczęścia – bo jeśli udałoby się zarezerwować tam nocleg, to zdobywanie Aragaca można wykonać iście po królewsku. Aktualnie znalazłem jeszcze profil na Facebooku (https://www.facebook.com/profile.php?id=100081911935573&ref=ig_profile_ac) oraz na Instagramie (https://www.instagram.com/mount___aragats/#).

Warto zauważyć, że po przybyciu na miejsce odczuwaliśmy (przynajmniej ja odczuwałem) – gwałtowną zmianę wysokości. Serce mi waliło jak młotem nawet po położeniu się do łóżka w bezruchu. Nad ranem się uspokoiło (chociaż w takim czasie nie ma tak naprawdę szans na aklimatyzację w sensie wyprodukowania dodatkowych czerwonych krwinek, itd).

Wyruszamy znad Jeziora Kari. Wszędzie wkoło rozstawione namioty, nad saym jeziorem –jeśli się przyjrzeć – widać bryłę kamiennego hotelu, w którym nocowaliśmy.

Wyruszamy znad Jeziora Kari. Wszędzie wkoło rozstawione namioty, nad samym jeziorem – jeśli się przyjrzeć – widać bryłę kamiennego hotelu, w którym nocowaliśmy

Widok na Aragac Zachodni (4007 m n.p.m.) oraz na prawo od przełęczy - masyw Aragacu Południowego 3879 m n.p.m.).

Widok na Aragac Zachodni (4007 m n.p.m.) oraz na prawo od przełęczy – masyw Aragacu Południowego 3879 m n.p.m.)

Z samego rana – o 6:00 – wyruszyliśmy. Wg opisów dojście do wierzchołka zachodniego (który ma 4007 m) – powinno zabrać 3-4 h, drugie tyle potrzeba na powrót. A od 14:00 na ten dzień mieliśmy prognozy burz. To był jeden z powodów, dla których nie próbowaliśmy atakować najwyższego wierzchołka Aragacu Północnego – 4090 m – idzie się tam 6-8 h + powrót. Gdyby ktoś chciał skalkulować własne czasy przejścia na podstawie naszych – po Tatrach zwykle chodzimy zgodnie, lub nieco wolniej niż drogowskazy (zazwyczaj z powodu robienia zdjęć). Szlak do przełęczy jest w pewnym stopniu oznakowany kamiennymi kopczykami, ale najlepiej pokonać go pod kontrolą nawigacji GPS.

Przerwa na przełęczy (3765 m n.p.m.)

Przerwa na przełęczy (3765 m n.p.m.)

Zostało niecałe 250m w pionie

Zostało niecałe 250 m w pionie

Po około 2 godzinach dotarliśmy do przełęczy między wierzchołkiem południowym i zachodnim. Tu krótka pauza na picie i ruszyliśmy w górę. Ścieżka zrobiła się niestety nieczytelna, a bateria w telefonie padła. Co gorsza, powerbank dziwnie zareagował bo zamiast podładować telefon – wyssał z niego ostatnie procenty energii… Potem się okazało, że to przez różnicę temperatur powerbanka i telefonu. No, ale szliśmy na wierzchołek już na oparach baterii i z kontrolą GPS tylko „co jakiś czas” – a tutaj ona akurat byłaby pożądana w trybie ciągłym – bo łatwo zboczyć z tej ledwo widocznej ścieżki i wpakować się w jakieś nieciekawe miejsce (czyt. urwisko). Że powerbank jednak jest sprawny – o tym przekonaliśmy się dopiero po zejściu z przełęczy…

„Ścieżka” z przełęczy na Aragac Zachodni

„Ścieżka” z przełęczy na Aragac Zachodni

Widok wstecz na popularny wśród Ormian Aragac Południowy

Widok wstecz na popularny wśród Ormian Aragac Południowy

Po niecałej godzinie z przełęczy docieramy pod grań szczytową. Tutaj trzeba się trochę wspiąć, a następnie po pokonaniu grani jeszcze trochę wspiąć na sam szczyt.

Podejście pod grań szczytową i małe wspinanie na samą grań.

Podejście pod grań szczytową i małe wspinanie na samą grań

Małe wspinanie na grań

Małe wspinanie na grań

Grań Aragacu Zachodniego

Grań Aragacu Zachodniego

Wspinaczka na kopułę szczytową

Wspinaczka na kopułę szczytową

I to na tyle. Pokonaliśmy magiczną barierę 4000 m. Udało się faktycznie zdobyć zachodni wierzchołek Aragacu w czasie 3 godzin, startując znad Jeziora Kari. Z wierzchołka możemy spojrzeć też na Aragac Północny, ten najwyższy, 4090 m n.p.m. Możemy też zobaczyć, że prowadzi do niego bardzo nieprzyjemna droga piargiem przez krater. To dlatego wyprawa na ten wierzchołek zajmuje cały dzień. Albo dwa – jeśli wybrać wariant z noclegiem w kraterze (tak, trzeba wówczas stracić nieco wysokości zdobytej na przełęczy).

Krzyż na szczycie Aragacu Zachodniego (4007 m n.p.m.)

Krzyż na szczycie Aragacu Zachodniego (4007 m n.p.m.)

Zachodni wierzchołek Aragacu

Zachodni wierzchołek Aragacu

Aragac

Na szczycie zachodniego wierzchołka Aragacu

Widok na Aragac Północny (4090 m n.p.m.) i jego piarżyste zbocze

Widok na Aragac Północny (4090 m n.p.m.) i jego piarżyste zbocze

Panorama z zachodniego wierzchołka Aragacu

Panorama z zachodniego wierzchołka Aragacu

Po krótkim relaksie na szczycie rozpoczęliśmy schodzenie. Trzeba uważać na piargu aż do przełęczy, potem robi się łatwiej. Popatrzyliśmy jeszcze z góry na Jezioro Kari, a już blisko jeziora
– na ludzi atakujących wierzchołek południowy.

„Pielgrzymka” Ormian na Aragac Południowy –ta góra jest tutaj bardzo popularna

„Pielgrzymka” Ormian na Aragac Południowy – ta góra jest tutaj bardzo popularna