Gruzja to świetny kierunek na górskie wyprawy i to dla każdego! Znajdą tu coś dla siebie amatorzy wspinaczki– zarówno na te najwyższe szczyty, jak np. Kazbek, jak i trekkingów po niższych pasmach i rozległych dolinach. Można tu spotkać rowerzystów, którym nie straszne kilkadziesiąt kilometrów w górskim terenie, bardzo popularne są też wielodniowe rajdy konne. Aby jak najszybciej i najwięcej zwiedzić gruzińskie krainy warto skorzystać z samochodu terenowego, można wtedy dotrzeć do pięknie położonych, zabytkowych miasteczek i wiosek, jak np. Uszguli – „zapomniana” średniowieczna wioska Swanów, która została wpisana na listę UNESCO.
W miejscach tych znajdują się prawdziwe skarby budownictwa. Wśród nich wyróżniają się obronne kamienne wieże mieszkalne, które służyły nie tylko jako schronienie podczas wrogich najazdów, ale też przed porachunkami klanowymi w ramach wendety.
Autor: Przemysław Borys
Gruzja jest górzystym krajem, leżącym wzdłuż głównego grzbietu Kaukazu, a niektóre jej krainy są wręcz odcięte od cywilizacji. Przykładem jest Tuszetia, do której – z wyłączeniem miesięcy letnich – dostać można się jedynie helikopterem, bo droga przez przełęcz Abano (2826 m n.p.m.) znajduje się pod śniegiem.
Zarówno Tuszetię, jak i Swanetię zasadniczo najłatwiej jest odwiedzić na wycieczce samochodem terenowym, aczkolwiek nie jest to jedyna możliwość. Jadąc w kierunku swaneckiego Uszguli, a nawet w kierunku tuszeckiego Omalo – mijaliśmy rowerzystów, którym nie straszne kilkadziesiąt kilometrów w górskim terenie. Bardzo popularne są też w tych okolicach wielodniowe rajdy konne. Przy odpowiedniej ilości wolnego czasu, na pewno warto jest się zainteresować tymi formami spędzania czasu.
Logistycznie łatwiejsze do zaplanowania jest odwiedzenie Swanetii – gruzińskie firmy wynajmujące samochody nie robią specjalnych problemów z dojechaniem do Uszguli – pod warunkiem, że pojedziemy od strony Mestii, gdzie jest w miarę dobra droga. Inaczej jest z Tuszetią. Tutaj musimy albo wynająć auto przygotowane na trudy takiej wyprawy (ponad 70 km w jedną stronę), albo skorzystać z oferty miejscowych kierowców, którzy robią tą trasę regularnie, zazwyczaj wehikułami marki Mitsubishi Delica (z kierownicą po prawej stronie). Naszym kierowcą był Daniel Mgelauridze, dobrze komunikujący się po angielsku, do którego nr telefonu/Whatsapp to +995 568 92 63 18. Dalsze kontakty do kierowców można znaleźć w internecie i warto kilku zagadnąć przez Whatsapp po angielsku (niekiedy po rosyjsku) – nawet jeśli będą mieli zajęte terminy, to z dużym prawdopodobieństwem będą mogli polecić kolegę na zmianę.
Tuszetia i Swanetia są w sumie dość odległymi od siebie krainami (ok. 250 km w linii prostej) – łączą je natomiast wieże mieszkalne, które budowało się w obu tych krainach. Służyły one do obrony przed częstymi najazdami oraz przed porachunkami klanowymi w ramach wendety. Wieże te laikowi mogą wydawać się identyczne, przedstawiają jednak subtelne różnice konstrukcyjne i warto odwiedzić oba te rejony, aby przekonać się o tym na własne oczy. Niestety, literatura dokumentująca ten rodzaj architektury jest bardzo rozproszona i czasem wewnętrznie sprzeczna (np. prace Horáka i Applisa o Tuszetii) i w niniejszym artykule starałem się szukać w różnych materiałach części wspólnej. Opis rozpocznę od Swanetii, a następnie przejdę do omówienia Tuszetii. Ktoś zainteresowany tylko jedną z tych krain – może pominąć opis drugiej.
Swanetię odwiedziliśmy pierwszego dnia naszego pobytu w Gruzji. Po przylocie z Polski do Kutaisi, po jakichś 3 godzinach snu w okolicy Zugdidi, ok. 8:00 skierowaliśmy naszego wynajętego Subaru Foresetera do Uszguli – „zapomnianej” średniowiecznej wioski Swanów, zabudowanej wieżami mieszkalnymi. Wioska z uwagi na swój unikalny charakter kulturowy wpisana jest na listę UNESCO. Wieże pojawiały się już sporo kilometrów przed Uszguli, oczywiście widać je również w Mestii.
Swaneckie wieże (mor) miały zwykle 4-5 kondygnacji (15-25 m wysokości), wejście na piętrze (w podstawowym wariancie), zwężające się mury (1.5 m grubości przy podstawie, 0.7 m na górze) i wąskie okna. U góry wyposażane były w machikuły, a całość zwieńczał dach dwuspadowy – zwykle drewniany, choć w Uszguli bywały dachy kamienne. Pomiędzy kondygnacjami można było przechodzić po drabinach, które po użyciu były chowane.

Uszguli z jej wieżami o dwuspadowych dachach z otworami machikuł – widok ten może spokojnie rywalizować z włoskim San Gimignano
Wieże w Swanetii budowano zazwyczaj między XI i XIII w. Mogły być połączone z domem nieobronnym (khor), zwykle dwupiętrowym: parter (machubi) przeznaczony był wówczas dla
zakwaterowania ludzi i zwierząt, piętro przeznaczone było na spichlerz i letnie zakwaterowanie. W środku piętra machubi znajdowało się otwarte palenisko (kera), z dość kiepską wentylacją (ściany tutaj z reguły były pozbawione okien, lub wyposażone w bardzo małe otwory), wobec czego stare budynki są na parterze całkowicie odymione. Nad paleniskiem znajdowała się kamienna płyta, zabezpieczająca strop przed działaniem ognia i pełniąca rolę „zasobnika ciepła”. W odróżnieniu od domu mieszkalnego, wieże nie były wyposażane w system ogrzewania: zimą zakładano, że przełęcze Kaukazu były nie do pokonania i nie było sensu obsadzania stanowisk obronnych. Co ciekawe, górne partie wież budowano często z bloków o wadze kilku ton, co świadczyło o rozwiniętej technice budowania.
Poziom machubi, wokół paleniska dzielił się na część będącą stajnią dla wołów wzdłuż boku zawierającego w narożniku wejście, następnie oborę dla krów wzdłuż kolejnego boku (zwierzęta
ukryte za przepierzeniem, z którego wystawały ich głowy), przestrzeń dla rodziny na boku przeciwległym wejściu, a na ostatnim boku dwie części: żeńską (z drzwiami, prowadzącymi do gvem – sypialni) oraz męską – z ławą (machvshi) i narzędziami.

Wnętrze machubi w muzeum Margianich w Mestii. Niestety dojechaliśmy tam już po godzinach zamknięcia, więc obrazek pobrany został z profilu Facebook muzeum
Do Uszguli dojechaliśmy w południe. Zaparkowaliśmy przy drodze za mostem ponad barem Enguri (właściwie – mogliśmy skorzystać z parkingu lokalu, bo ostatecznie tam zjedliśmy obiad – ceny jak w całej Gruzji – przystępne dla Polaków, podobne lub niższe niż w Polsce). Na początek zrobiliśmy krótki spacerek do kościoła Lamaria (Marii) z XII w. (jak na Gruzję to nie taki znów stary) z widokiem na lodowiec Szchary (5193 m n.p.m.) – najwyższej góry Gruzji oraz z wspaniałym widokiem na wieże Uszguli. Przy samym kościółku znajduje się jedna z wież mieszkalnych mor wraz z domem khor – niestety akurat w godzinach, w jakich tam byliśmy nie udało się wejść do środka. Kolejny taki kompleks znajduje się kilkadziesiąt metrów dalej, ścieżką na zachód.
Schodząc ze wzgórza z kościółkiem przeszliśmy przez Uszguli w pobliżu wielu wież mieszkalnych, obserwując różne detale. Np. wykończenie drzwi przy okazji którego można było zaobserwować, że Swanowie w odróżnieniu od mieszkańców Tuszetii, używali zaprawy do łączenia kamieni.

Zdjęcie przy (pozbawionej okien) ścianie tego domu. Zaletą Uszguli jest naturalność otoczenia, nie ma tu asfaltu jak w innych tego typu regionach turystycznych w Europie
Aby zajrzeć do wnętrza wieży mieszkalnej, pojechaliśmy do Mestii, gdzie wg naszych informacji znajdowało się muzeum domu Margianich, gdzie możliwe jest zwiedzanie. Mestia jest już normalnym, sporym miastem, jednak upstrzonym wieżami podobnie jak Uszguli. Są one tutaj trochę bardziej odrestaurowane.
Ostatecznie, muzeum Margianich było już zamknięte o godzinie, kiedy udało się nam dotrzeć do Mestii. Na szczęście otwarta była baszta Kerghanich, co umożliwiło dobre wyrobienie sobie opinii o tym jak funkcjonowało życie w wieży. Niestety dom nieobronny był tutaj znacznie słabiej zachowany niż w muzeum Margianich.
O ile dojazd do Uszguli można zrealizować za pomocą w miarę normalnego samochodu, to na przejazd do Tuszetii firmy wynajmujące samochody nie zgadzają się tak chętnie. Droga jest wprawdzie do pokonania nawet Ładą Żyguli 2105, ale potrzebne jest doświadczenie w jeździe terenowej, aby nie uszkodzić auta. Z tej przyczyny skorzystaliśmy z możliwości wynajęcia kierowcy – którym stał się dla nas Daniel Megularidze. Drogę do Tuszetii spędziliśmy na różnych rozmowach między innymi o wojnie w Ukrainie, o tym dlaczego jako Polacy mówimy na Gruzję – tak po rosyjsku „Gruzja”, a nie bardziej po gruzińsku Sakartwelo, albo też o tym czy Stalin był dobrym człowiekiem.
Na przełęczy zameldowaliśmy się po około 2 godzinach jazdy. Oprócz widoku na Kaukaz, jest tam mały punkcik gastronomiczny i możliwość umycia rąk.
Po 4 godzinach jazdy docieramy do celu naszej podróży – wioski Omalo. Kierujemy się na wzgórze, obejrzeć tutejszy kompleks wieżowy – zamek Keselo. Z oddali wygląda to całkiem podobnie do wież swaneckich. Wieże tak samo mają wysokość 3 do 5 kondygnacji, też są zbudowane z kamienia na planie kwadratu i też przylegają do nich inne zabudowania. Podobnie jak
w Swanetii, wejście do wieży znajdowało się na wysokości pierwszego piętra. Grubość murów sięgała jednego metra u podstawy i jak w Swanetii malała do 60cm przy wierzchołku wieży.
Ale już na przykład czas powstania jest inny: głównie XVII-XVIII w. Wieże były też ogrzewane, można w nich spotkać okna do odprowadzania dymu. W kompleksach wyróżniano zarówno wieże, jak i niższe od nich domy forteczne (z mniejszą liczbą kondygnacji mieszkalnych, gdyż nie musiały pełnić roli schronienia podczas ewakuacji całej wioski). Kondygnacja parterowa domu fortecznego (bashte) była wyposażona w wejście dla zwierząt (stanowiących dodatkowe źródło ciepła zimą).
Wejście to można było zamykać przy oblężeniu. Dla porównania, parter wieży służył za więzienie. W środkowej kondygnacji domu fortecznego (shua) organizowano kuchnię, a górne kondygnacje (zedashua) służyły za pokoje rodziny. Najwyższa kondygnacja (cherkho) była pomieszczeniem obserwacyjnym. W przypadku domów fortecznych w kondygnacji tej wycinane były otwory do zrzucania kamieni i wrzątku na agresorów, które w spokojniejszych czasach służyły jako dostęp do spichlerza.
Podłogi wyższych kondygnacji były wyłożone gliną, dolna kondygnacja miała podłogę kamienną. Na każdym piętrze w sekcji centralnej znajdowało się palenisko. Często kamienie w ścianach układane były bez zaprawy – rzecz tutaj bardzo charakterystyczna. Całość założenia – w odróżnieniu od swaneckich – bywała otoczona kamiennym murem.
Warto zauważyć, że w XIX w. Tuszeci zaczęli przeprowadzać się do wygodniejszych domów dwupiętrowych (boslebi), o większej powierzchni, wzorowanych na domach Kachetii. Tradycyjnie budowano je bez zaprawy. Parter wykorzystywano na stajnie i spichlerz (chociaż często też budowano osobne obory dla zwierząt), a górne piętro budowano na drewnianym stropie z drewnianą podłogą. Była to przestrzeń mieszkalna, otwarta na drewnianą werandę, często dekorowaną rzeźbiarsko. Kalenicę dachu dociążano tradycyjnie białym kamieniem (obecnie trudno to zaobserwować). Przekształcanie domu fortecznego w dom boslebi zachodziło stopniowo: najpierw zaczęto budować „domy przejściowe” – jeszcze o kwadratowej formie, ale już z nowoczesnym ogrzewaniem, większymi oknami, werandą; a w drugim etapie zrezygnowano z formy budowli na planie kwadratu.
Z dziedzińca zamku Keselo jest ładny widok na dużą wieżę zamkową oraz na zadaszenia niższych domów fortecznych, gdzie widać też usytuowanie otworów wejściowych (dla bezpieczeństwa – od strony zbocza mniej podatnej na atak).
W dużej wieży można przyjrzeć się konstrukcji machikuł (tu nazywane salode) – znowu wygląda to inaczej niż w rytmicznej konstrukcji wież swaneckich. Z kolei w mniejszej wieży można obejrzeć otwory obronne domu fortecznego – wykorzystane w późniejszych czasach na otwory spichlerza.
Poniżej murów zamku Keselo możemy zobaczyć jeszcze jedną wieżę obronną, z wyraźnie umiejscowionym na drugiej kondygnacji wejściem, możemy przyjrzeć się jej zadaszeniu, a schodząc do wioski można także obejrzeć domy, do jakich Tuszeci przenieśli się w XIX w. – domy dwupiętrowe z drewnianymi werandami (boslebi/boseli) – wciąż budowane z kamienia, wciąż pokoje mieszkalne zajmują tu piętro, chociaż zwierzęta już często przebywają w osobnej oborze, a ogrzewanie nie wykorzystuje już otwartego ognia.
Po kilku godzinach musieliśmy niestety jechać dalej aby wrócić przed zmrokiem, a szkoda. To fajne, oddalone od cywilizacji miejsce, gdzie można byłoby wykonywać piękne trasy trekkingowe. W drodze powrotnej udało nam się jeszcze ustrzelić miejscowego, który trasę, na którą firmy wynajmujące samochody boją się wysyłać auta klasy Subaru Forester – pokonywał zwykłą Ładą 2105.
Literatura
1. Irine Elizbarashvili & Irene Giviashvili, Architecture of Upper Svaneti.
2. Slavomír Horák, Tusheti tourist guide
3. Stefan Applis, Tusheti | The Architecture of the Mountain Villages.
4. G. Tevzadze, N. Vacheishvili, Project Svaneti – Svanetian Towers and Svanetian high art – History and hypothesis.
5. J. Bothan, The towers of Svaneti, https://www.onverticality.com/blog/svaneti-towers
6. Stefan Applis, Svaneti Series : Traditional customs & habits – The Svan house and the role of the man.
7. Wikipedia: Svan Towers.