Język Trolla (Trolltunga) to słynna formacja skalna w Norwegii, bardzo popularny cel turystów i fotografów – rocznie odwiedza to miejsca ok. 100 000 osób! Ta imponująca półka skalna zawieszona jest ponad 700 metrów nad jeziorem Ringedalsvatnet w południowo-zachodniej części kraju. Język Trolla dostępny jest od 1 czerwca do 31 sierpnia, poza tym sezonem konieczne jest wynajęcie przewodnika.
Ważne! Aby uniknąć podejścia ok. 4 km po asfalcie (400 m przewyższenia!) wycieczkę można rozpocząć z parkingu Magelitopp, który jest płatny: 600 NOK + dodatkowo 200 NOK za przejazd drogą. Można tam dojechać busem wahadłowym (płatny). Mankamentem jest konieczność rezerwacji z wielomiesięcznym wyprzedzeniem – nie skorzystamy z niego np. gdy chcemy trafić w okno pogodowe.
Autor: Przemysław Borys
Państwo – Norwegia
Rejon: południowo-zachodnia część kraju, okolice Oddy
Punkt wyjścia: Mågelitopp (jeden z trzech parkingów w rejonie miejscowości Tyssedal),
Czas: 1 dzień
Pora roku: wiosna, lato (trasa dostępna jest w okresie 1 czerwca – 31 sierpnia)
Trudności: trasa nie ma trudności technicznych (terenowych), ale szlak jest długi, wymaga dobrej kondycji. Trasa prowadzi przez polodowcowe kamienie, które mogą być śliskie, szczególnie podczas opadów deszczu, nawet latem przechodzimy przez płaty śniegu (dobrze mieć raczki i kije). Warto wyruszyć odpowiednio wcześnie, aby bezpiecznie wrócić przed zmierzchem. Problemem może być zmienna pogoda.
Suma wzniesień: ok. 580 m
Długość trasy: ok. 20 km (tam i z powrotem)
Czas wyprawy: (sam przemarsz): ok. 7 h (tam i z powrotem)

Przebieg trasy wg mapy.com. Oprócz szlaku pieszego widać też bardziej emocjonujące podejście ferratą, niestety nie mieliśmy dość czasu aby pójść tym wariantem (pogoda też niekoniecznie była na niego najlepsza).

Przebieg trasy wg tablicy w terenie. Widać zaznaczone schrony awaryjne oraz rekomendowane miejsca na rozbijanie namiotów.
Dojazd i koszty
Wycieczkę rozpoczęliśmy rano o 6:00. Po opuszczeniu noclegu (szczęśliwie dzień wcześniej przyjechaliśmy koło 19:00, więc było dość czasu na spanie) pojechaliśmy do Oddy i dalej wzdłuż fiordu Sorfjorden na Tyssedal, a tam w góry na parking Magelitopp. Parking kosztuje 600 NOK i jeszcze 200 NOK trzeba zapłacić za przejazd drogą, która do niego prowadzi – ale alternatywą byłoby wspinanie się 400 m pod górę na 4 km (nachylenie 10%) po asfalcie – albo podjechanie do wejścia na szlak busem wahadłowym, co na 4 osoby kosztowałoby chyba nawet więcej niż 800 NOK. Mankamentem jest konieczność rezerwacji z wielomiesięcznym wyprzedzeniem – nie skorzystamy z niego np. gdy chcemy trafić w okno pogodowe.
Między 7:00 i 8:00 zbieramy się na szlak, po drodze towarzyszą nam podobnie jak na Preikestolen słupki kilometrowe. Tym razem mamy do zrobienia w jedną stronę 9.3 km i 475 m podejścia (zmierzony czas podchodzenia około 4 h; w drodze powrotnej jeszcze dodatkowo 125 m podejść i niecałe 3 h marszu – cała wycieczka trwała około 7 h). Subiektywnie trasa nie jest trudna, początek faktycznie może jest nieco mocniejszy, ale ogółem nie różni się to wiele od szlaków w Beskidach. Na tej trasie często bywają amatorzy biwaków – na jeden dzień jest wtedy do przejścia tylko 10 km (ale z namiotem na plecach), no i z rana ma się Język Trolla tylko dla siebie. Jak widać na tablicy, są wyznaczone specjalne miejsca biwakowe. Początkowo trasa jest raczej płaska i bardzo mokra, wszędzie przelewa się woda.
Po chwili powoli zaczyna się robić stromiej.
Krótka chwila lepszej widoczności. Za nami widać rozlewiska, a po około półtorej godziny podejścia docieramy do pierwszego jeziorka w górnej części fiordu. Według opisów jakie mieliśmy, stąd już „tylko łatwiej”.
I znów na chwilę rozwiała się mgła (czy też chmura). Potem trochę postraszyło deszczem, więc się ubraliśmy – jak się okazało na wyrost. Prawdziwie lunąć miało dopiero w drodze powrotnej.
Na zdjęciu po lewej widać schrony przy szlaku – nie mam pojęcia na jakich zasadach funkcjonują, generalnie nikogo przy nich nie widzieliśmy. Wg tablicy informacyjnej są na szlaku dwa takie obiekty: Floren i Endaen. Na zdjęciu po prawej docieramy do krawędzi fiordu (czy tak można nazwać ten klif, skoro tam jest jezioro?) z widokiem na jezioro Ringedal.
Widoki nie rozpieszczają, czym bliżej Trolltungi, tym mniej widać. Ale jest w miarę sucho. Po drugiej stronie jeziora na Einseten (1446 m) widać jęzory lodowcowe.
Na zdjęciu poniżej już właściwie powinno dać się dojrzeć Trolltungę, a my błądziliśmy we mgle i ledwo widzieliśmy kolejne słupki szlaku. Trochę to było załamujące. Gdy wreszcie dotarliśmy – od razu lament „nic nie widać” – ale w przypływie desperacji wszedłem na Język Trolla żeby chociaż udokumentować, że do niego dotarliśmy. Zdjęcie wyszło mniej bajeczne niż zazwyczaj, ale pokazujące surowość okolicznej natury.
Okazało się, że te chmury „chodzą” i co jakiś czas trochę się przeciera widok. Oczywiście chętnych do takiej sytuacji było sporo (kolejeczka do wejścia na Język Trolla za tym progiem skalnym po lewej stronie, schodzi się tam trochę po drabince) i nie można było czekać na zejście mgły w nieskończoność. Ale udało się nam wyczekać całkiem fajne ujęcia.

Potem Agata życzyła sobie bardziej ekstremalnego ujęcia… Ja patrzyłem na to z duszą na ramieniu, bo przy moim pierwszym wejściu były takie podmuchy wiatru, że jak popatrzyłem na wyświetlacz aparatu i podmuch uderzył we mnie bez przygotowania, to o krok mnie przesunęło. Na języku jest sporo miejsca – jak stoi się na środku to będzie dobre 2 kroki do przepaści (jest szansa, że ustoją tam osoby z lękiem wysokości), ale w ten dzień ja chyba bym nie siadał na samym brzegu.
Po wyczekaniu ujęć zdjęciowych schodzimy. Po drodze jeszcze raz otwiera się widok jeziora. Niestety, na sam koniec nas solidnie zlało. Za późno się zorientowałem, że kurtka mi nie wystarczy i że czas na ponczo. Przemokłem do suchej nitki, w butach chlupotało, choć ani razu nie depnąłem w kałużę. Ale co chcieliśmy zobaczyć, to zobaczyliśmy. W przypadku niepogody warto poczekać na górze (łatwo powiedzieć jak się nie ziębnie na wietrze). Można wyczekać ciekawe kadry – niekiedy może i ciekawsze – bardziej obrazujące potęgę natury – niż te typowo pocztówkowe przy pięknej pogodzie. Potrzeba cierpliwości i… refleksu, żeby tych okazji nie przegapić.