Preikestolen to jedna z najsłynniejszych atrakcji turystycznych Norwegii. Jest to skalny klif o wysokości 604 m zwieńczony płaską półką o wymiarach 25 m x 25 m, można z niej podziwiać leżący w dole fiord Lysefjord. Preikestolen przyciąga prawdziwe tłumy turystów – miejsce odwiedza ok. 300 000 do 350 000 osób rocznie.
Lokalna nazwa to „Hyvlatonna”, co oznacza „ambonę”.
Autor: Przemysław Borys
Państwo – Norwegia
Rejon: południowo-zachodnia część kraju (region Ryfylke, ok. 25–35 km na wschód od miasta Stavanger)
Punkt wyjścia: parking Preikestolen Basecamp
Czas: 1 dzień
Pora roku: wiosna, lato (trasa dostępna jest w okresie 1 czerwca – 31 sierpnia)
Trudności: Trasa jest dobrze oznaczona, nie ma trudności terenowych, ale przy gorszej pogodzie, np. po deszczu, kamienna ścieżka może być śliska. Należy zachować szczególną ostrożność na klifie.
Suma wzniesień: ok. 290 m
Długość trasy: ok. 10,2 km (tam i z powrotem)
Czas wyprawy: (sam przemarsz): ok. 3 – 4 h (tam i z powrotem).
W czwartek, po noclegu u znajomych Agaty w Stavanger – ruszyliśmy na kolejną ikonę Norwegii – skalną ambonę Preikestolen. To blisko, ciut ponad godzina jazdy – po drodze przebijamy się przez dłuuugi tunel pod fiordem ze Stavanger – o ile się nie mylę, płatny tunel (kamery skanują nr rej i doliczają do rachunku zarejestrowanego w systemie Epass24).
Wchodzimy po schodach, które tutaj układali Szerpowie z Nepalu. Wszędzie ich tu pełno, Szerpa był naszym przewodnikiem później na Nigardsbreen, szerpowskie schody były też pod Svolvaergeitą.
Z parkingu P2, na którym zaparkowaliśmy (P1 był pełny) – mamy do przejścia 5.2 km i 292 m przewyższenia (wg profilu z mapy.com – na tablicy informacyjnej napisano 500 m przewyższenia). Podejście do ambony zajmuje około 2:30 h, a powrót na dół godzinę. Po odcinku skalnej ścieżki pojawia się odcinek, biegnący przez torfowisko Krogabekkmyra. Na szlaku tabliczka oddająca hołd Szerpom, którzy remontowali szlak.
Po pewnym czasie robi się dość stromo, ale na krótko. Gdy teren się wypłaszcza, pojawiają się niecki z wodą.
O postępach trasy informują nas stale słupki, coś podobnego jest też na szlaku na Trolltungę. Tu pomiar jest względem parkingu P1. Po zakończeniu podejścia, krajobrazy na „dachu fiordu” przypominają bardzo te z Kjeragu, choć tam z racji wysokości było mniej zieleni.
Jeszcze tylko trzeba obejść te skałki na horyzoncie poprzedniego kadru. Pojawiają się ostrzeżenia – co wolno, a czego nie należy robić na krawędzi klifu.
Tuż przed amboną otwiera się piękny widok na klif. Bodaj nawet ładniejszy niż na samą ambonę. Za chwilę pojawia się i główna atrakcja. Lokalna nazwa „Hyvlatonna” oznacza „ambonę”.
I widoczek z pierwszej perspektywy z ambony, stojąc metr od przepaści. Ale, ale coś mnie tu rozczarowywało… Gdzie robi się te zdjęcia z folderów reklamowych??? Te z góry??? Dronem?? Rozglądam się dookoła i widzę ludzi łażących po skałkach ponad amboną – tam przecież jakoś da się wejść! Próbowałem trochę na ślepo, aż w pewnym momencie zobaczyłem czerwoną literkę „T” na skałkach – SZLAK. Szlak do punktu widokowego. Ależ mało ludzi tam docierało. Większość po prostu stawała do kolejki, którą tu widać, aby zrobić fotę na narożniku. Agata z Sonią stoją tutaj na lewo i u dołu tego „ogonka”.
Poprzednie stanowisko nie wyczerpuje możliwości widokowych z góry – kilkadziesiąt metrów dalej można spojrzeć na ambonę w przeciwnym kierunku, z widokiem na cały fiord. Można iść stąd jeszcze dalej, na ścianę fiordu za zakolem przy Preikestolen i zobaczyć całość z jeszcze większej wysokości i z większego oddalenia (a więc zapewne ze szczegółami ambony aż po samą wodę w fiordzie), ale ten widok mi całkowicie wystarczył. Wróciłem na dół i oczywiście Agatę i Sonię zachęcałem, aby tam się wdrapać, bo szkoda ten widok przegapić.
W ten sposób mamy wspólne zdjęcie z widokiem na ambonę i fiord.
Poniżej szczegóły podejścia w górę:
Koło ambony, przy tabliczce wypatrujemy znaku „T”, oznaczającego szlak. Tutaj widać go na lewo i na prawo, trochę poniżej pana w czarnej koszulce i białych spodniach. Następnie wspinamy się zgodnie ze znakami i po chwili mijamy bloki skalne.
Poruszamy się jak osoby na zdjęciu po lewej, wspinamy się na skały i mamy otwarte dojście do pierwszego punktu widokowego. Ciągle prowadzą nas literki „T”. Naprawdę warto! Dużo bardziej, niż stać w kolejce do zdjęcia na dole.