Emocjonująca wspinaczka na Lofotach – jeden z punktów naprawdę wartych odwiedzenia, jeśli tylko pogoda pozwala i lubimy wspinaczkę. Przewodnik nie jest tani, w 2025 było to 2200 NOK od osoby (cena przy minimalnej liczebności grupy 4 osoby), ale jest to miejsce, które się zapamiętuje. Całość wycieczki z parkingu zajmuje około 4 godzin. Poniżej trasa podejścia pod skałkę z parkingu.

Autor: Przemysław Borys 

Svolvaergeita

Svolvaergeita – trasa podejścia pod skałkę z parkingu

Ogólnie w internecie znajdowałem opinie, że wspinaczka jest łatwa i wchodziły tu osoby bez wcześniejszego doświadczenia wspinaczkowego. Ja byłem na paru drogach w Tatrach wycenianych na II, III, czy nawet drogi z fragmentami za IV (Łomnica Żebrem Birkenmajera) – ale wspinanie na Svolvaergeicie było dla mnie trochę ekstremalne. Przewodnik mówił, że trudności wynikały głównie z warunków atmosferycznych – utrudniona komunikacja i odmarzanie palców (potrzebnych przecież do łapania chwytów w skale). Ale po kolei.

SvolvaergeitaSvolvaergeita

W Svolvaer, po spotkaniu z przewodnikiem na parkingu (u podnóża szlaku), pobraniu sprzętu (uprzęże, liny, kaski, były też do wzięcia buty wspinaczkowe) ciągniemy w górę schodami, jak zwykle, ułożonymi przez nepalskich Szerpów. Spoglądamy na dół, a tam piękna panorama tego miasteczka.

Po lewej zbliżenie jednej z wysepek. W pewnym momencie opuszczamy piękny szlak ze schodami i przeprawiamy się trochę na przełaj, niekiedy w eksponowanym terenie.

A to cel naszego trekkingu – po norwesku znaczy to „koza ze Svolvaer”. U góry są dwa wierzchołki, między którymi niektórzy przeskakują, był też śmiałek, który skoczył między nimi na rowerze. Najłatwiejsze podejście (5b w skali wspinaczkowej) biegnie mniej więcej z tej strony. Niestety, pogoda jest kiepska, siąpi deszcz, skały są mokre, więc musimy poczekać. W międzyczasie, aby się nie wyziębić, trochę wspinamy się po okolicy (właściwie robimy taki trochę eksponowany trekking), w pewnym momencie nawet dotarliśmy wyżej niż Svolvaergeita, która nie jest bardzo wysoką iglicą, ot jakieś 50 m w pionie, czyli niecałe 20 pięter gdyby przełożyć to na wieżowiec.

SvolvaergeitaSvolvaergeita

Niestety, czekanie na pogodę się przeciągnęło i ostatecznie zostałem tylko ja do wchodzenia. Na początku asekurowałem podchodzącego przewodnika – on zakładał cały wyciąg, a moim zadaniem
było wyłapanie jego lotu na kubku asekuracyjnym gdyby odpadł. A tego dnia to było możliwe, bo palce szybko odmarzały. Po przewodniku przyszła kolej na mnie. Niestety, na początku popełniłem błąd, bo minąłem frienda (taką kotwę wciskaną w szczelinę skalną), którego miałem wyjąć przy wchodzeniu. Przewodnik wybrał linę i nie mogłem wrócić. Po dość długim czasie się udało, ale straciłem tam sporo siły, bo akurat ten fragment jest na tej drodze wyceniany na 5b i jest najtrudniejszy.

Po uporaniu się z tym początkowym odcinkiem (dla ułatwienia miałem tam zainstalowane dwie pętle na oparcie stopy), dalej szło już w miarę sprawnie, ale bardzo mi odmarzły palce i nie miałem w nich czucia.

Przy końcówce trochę trzeba było jeszcze pokombinować, bo chociaż był niezły chwyt rękami, to nogi mi się ślizgały po gładkiej skale. Był też odcinek, gdzie trzeba było trochę iść „na rozpór”. Po prawej zdjęcia przewodnika z góry na moje wspinanie. Musiałem dojść do tej półki, gdzie na mnie czekał i stamtąd (gdzie jest zresztą jakiś łańcuch do przyasekurowania oczekującego turysty) – już krótki odcinek na sam szczyt.

To zagubienie na twarzy przy szukaniu czegoś do złapania, a po prawej już zdjęcie na czubku wyższego rogu iglicy.

Svolvaergeita

Selfie z moim przewodnikiem – Timme Ellingjord, Hvitblikk Æventyr Foto.