Ponad ŚwiatemTo był wyścig na dach świata
. Gdy w latach 30. XX wieku narastało napięcie pomiędzy największymi
 potęgami Europy, w Himalajach szalała już inna walka. Zespoły 
wspinaczy z Wielkiej Brytanii, nazistowskich Niemiec i Stanów
  Zjednoczonych rywalizowały ze sobą w wyścigu o najwyższe szczyty 
świata, w tym Mount Everest i K2. W odróżnieniu od dzisiejszych 
wspinaczy mieli niewiele zdjęć i map czy sprawnej aparatury 
tlenowej, a w góry szli w skórzanych butach i bawełnianych parkach. 
O dziwo, na przekór wszystkiemu wkrótce dotarli dalej i wyżej, niż ktokolwiek mógł się spodziewać. A gdy tak 
się stało, ich wyczyny przyciągnęły uwagę świata.

Książka Ponad światem, opisująca wydarzenia rozgrywające się w Londynie, Nowym Jorku, Niemczech, 
Indiach, Chinach i Tybecie, nie stanowi jedynie relacji z dokonań wspinaczy i historii ich życia, ale jest świadectwem pasji i ambicji, odwagi i szaleństwa, tradycji i innowacji, tragedii i triumfu.
 Scott Ellsworth snuje szaloną, z życia wziętą opowieść, gładko przenosząc czytelnika z ulic Manhattanu 
w światła ramp londyńskiego West Endu, ze śmiercionośnych lawin na Nanga Parbat w sam środek zamieszek
 w Kaszmirze, a wreszcie w szalone górskie marzenia nowozelandzkiego pszczelarza Edmunda Hillary’ego 
i młodego uciekiniera z domu, Szerpy Tenzinga Norgaya.

 

Książka ukazała się na rynku 01-07-2020 roku. Wydana przez Burda Media Polska  do nabycia między innymi tutaj

 

Scott Ellsworth jest autorem The Secret Game, bestsellera z listy „New York
Timesa”, i laureatem nagrody literackiej PEN/ESPN Award for Literary Sports Writing. Pisze o historii Ameryki na łamach „New York Timesa”, „Los Angeles
Timesa” i „Washington Post”. Jest także autorem Death in a Promised Land, 
przełomowej relacji z masakry na tle rasowym w Tulsie w 1921 roku.
 Można go śledzić poprzez konto na Twitterze: scotteauthor

 

 

Zapraszamy do zapoznania się z fragmentem Prologu …

Prolog

Ostatnie miejsce na ziemi

W gęstniejącym mroku lat 30., kiedy wichry wojny zaczynały huczeć w kanclerstwach i ministerstwach obrony Europy Środkowej i Dalekiego Wschodu, a dyktatorzy wodzili palcami po mapach, trwał jedyny w swoim rodzaju wyścig. Nie określono konkretnego miejsca startu, nie wyznaczono jednoznacznej mety, nie było sędziów ani ustalonych na piśmie zasad. Kobiety i mężczyźni reprezentujący dziesięć różnych nacji przystąpili do rywalizacji, o której rozpisywano się na pierwszych stronach gazet z całego świata i która pochłonęła życie dziesiątek istot ludzkich. Najbardziej niezwykłą cechą owych zmagań było jednak to, że zawodnicy zmierzali do celu, którego nigdy wcześniej nie osiągnął żaden człowiek.

W rzeczy samej, niewiele już wówczas pozostało na ziemi takich miejsc.

Już w tamtych czasach świat zrobił się niebezpiecznie mały. Bieguny północny i południowy zostały zdobyte. Badacze i naukowcy, uzbrojeni w chininę, pistolety Colt kalibru 32 i kurtki gabardynowe marki Abercrombie & Fitch, wdarli się w obszar górski Nowej Gwinei, odkryli zaginione miasta w Peru i z zachwytem chłonęli widok Valley of Ten Thousand Smokes na Alasce. Pewien Francuz pokonał przerobionym citroenem ponad trzy tysiące kilometrów Sahary, a szesnastoletni pomocnik z rancza w Nowym Meksyku, wziąwszy stado nietoperzy za smugę dymu, znalazł najwspanialszy system jaskiń na ziemi.

Nawet były amerykański prezydent Theodore Roosevelt, mimo nadwagi i chorej nogi, odbył w latach 1913–1914 kilkusetmilową podróż czółnem w dół rojącej się od piranii Rio da Dúvida – Rzeki Zwątpienia – daleko w głąb dorzecza Amazonki. A pewnego długiego czerwcowego dnia 1928 roku była chłopczyca, przeobrażona w redaktorkę „Cosmopolitan”,poleciała trzysilnikowym fokkerem z Nowej Fundlandii do Walii, zyskując tytuł pierwszej kobiety, która pokonała Atlantyk na pokładzie samolotu.

Kiedy Amelia Earhart wróciła do siebie, do Stanów Zjednoczonych, urządzono jej wielką paradę na Broadwayu i zaproszono na prywatną audiencję u prezydenta Coolidge’a w Białym Domu. Nawet o brzeg najodleglejszej wysepki na bezkresnym Pacyfiku otarł się kiedyś kil jakiegoś statku.

Zdawać by się mogło, że na całej ziemi nie zostało ani jedno miejsce, które byłoby poza zasięgiem człowieka. Z wyjątkiem jednego. Himalaje, rozciągające się na ponad trzech tysiącach kilometrów od Hindukuszu w Afganistanie po zachodnie Chiny, są najwyższym i najpotężniejszym łańcuchem gór na naszej planecie. Ich korona jednak, w sumie czternaście szczytów wznoszących się na wysokość ponad ośmiu tysięcy metrów każdy, nigdy wcześniej nie doświadczyła ciężaru ludzkiej obecności. Mount Everest był, rzecz jasna, najbardziej znany, ale pozostałe, takie jak K2, leżące w Karakorum, Annapurna czy Kanczendzonga, dorównywały mu majestatem i grozą. Południowa ściana Nanga Parbat, biegnąca wzdłuż granic Kaszmiru, wystrzeliwała pionowo na niemal trzy tysiące metrów w górę – czyli mniej więcej tak wysoko, jak dziesięć nowojorskich wieżowców Empire State Building ustawionych jeden na drugim. Dwukrotnie przewyższając Alpy czy Góry Skaliste, Himalaje stanowiły prawdziwe geograficzne monstra, kolosy ze skały i lodu, tak olbrzymie, że tworzyły własne systemy pogodowe.

Oto piętrzyła się formacja terenu tak wielka i nieprzebyta, że potrafiła wpłynąć na bieg ludzkiej historii, nie pozwalając hinduizmowi prze niknąć do Chin, powstrzymując Czyngis-chana przed wkroczeniem do Indii i kierując słynny Jedwabny Szlak na północ, dzięki czemu do starożytnej Grecji trafiły przyprawy i chińskie jedwabie, a na dwór dynastii Han – rzymskie monety i przysadziste konie fergańskie. Pomimo stuleci nieregularnych wypraw eksploracyjnych, od wędrówek Marca Polo po Wielki Przegląd Trygonometryczny, Himalaje niechętnie uchylały rąbka swoich tajemnic. U schyłku XIX wieku większość łańcucha górskiego nie była nawet odpowiednio naniesiona na mapy, a na żadnym z najwyższych szczytów nie stanęła ludzka stopa. W pierwszych dekadach XX wieku pojawili się śmiałkowie chętni zdobyć Everest, Kanczendzongę, K2 i Annapurnę, lecz ich wysiłki zdały się na nic. Dach ziemi pozostawał nietknięty.