Ferie zimowe w Czarnohorze

A gdyby tak zejść z przetartych, dobrze znanych szlaków Beskidów, Tatr, czy Sudetów?
W czasie ferii zimowych miejsca te są tłoczne, a my czasami mamy ochotę na trochę spokoju. Dokąd więc się udać i dlaczego znowu na Ukrainę? Dlatego, że jest tam wszystko, czego szukamy; piękne góry, mili ludzie, tradycyjna kuchnia i komfortowe mieszkania wakacyjne  na każdą kieszeń.
Wprawdzie trzeba zaakceptować to, że nie wszystkie drogi są w dobrym stanie, mało które posypane, ale dzięki temu, że niektórych nikt nie odśnieża, nawierzchnia zimą jest mniej wyboista.
Pięć wolnych dni wystarczy, żeby wybrać się w Czarnohorę, która leży około 300 km od naszej granicy.

(Opis i zdjęcia: Agnieszka i Marek. Przyjaciele portalu Góry dla Ciebie)

Tym razem, jako bazę wypadową wybraliśmy Werchowynę (dawniej Żabie). Jest to duża miejscowość położona w samym sercu Huculszczyzny, nad Czarnym Czeremoszem, gdzie nietrudno znaleźć nocleg.

Werchowyna - Cerkiew prawosławna Zaśnięcia Matki BożejWerchowyna – Cerkiew prawosławna Zaśnięcia Matki Bożej

Dzień I – spacer do schroniska “Chatka u Kuby”

Jako, że zima tutaj w pełni, szlaki zasypane, nie myśleliśmy o wysokogórskich trasach, a raczej o rodzinnych spacerach. Pierwszy z nich, to wycieczka rozpoczynająca się we wsi Dzembronia, skąd bierze początek żółty szlak. Naszym celem jest „Chatka u Kuby”, dobrze znane polskim turystom schronisko prowadzone przez naszego rodaka.

Wieś DzembroniaWieś Dzembronia

Ruszamy z centrum wsi, szlakiem żółtym i zielonym.


Na grzbiecie zwanym Horby, gdzie jest kilka domostw, szlak żółty odbija w prawo, by po chwili zejść w dół ku strumieniowi, a następnie wspina się na przełęcz o wysokości 1008m, gdzie łączy się ze szlakiem czarnym.

Gospodarstwa na Horbie

Tutaj skręcamy w prawo i idąc grzbietem Koszaryszcze, mijamy ostatnie gospodarstwo.

Idąc grzbietem Koszaryszcze, mijamy ostatnie gospodarstwo

Jego właściciel poinformował nas, że Kuby chyba nie ma, ale postanowiliśmy mimo wszystko zobaczyć to schronisko.

Po około 1 km, szlak żółty skręca w lewo w dół, by doprowadzić nas wprost do “Chatki u Kuby”.

 

Rzeczywiście gospodarza nie było w domu, ale mieliśmy okazję przyglądnąć się pięknej, starej huculskiej chacie.

Schronisko "Chatka u Kuby"Pięknie położone schronisko “Chatka u Kuby”
Schronisko "Chatka u Kuby"Schronisko “Chatka u Kuby”
Schronisko „Chatka u Kuby”Takie widoki czekają nas z tarasu schroniska “Chatka u Kuby”

Tą samą drogą wróciliśmy do Dzembroni.
Cały spacer, to około 10 km, a więc nawet w warunkach zimowych, można pokonać ten dystans z dziećmi w około 4 godziny.

W drodze powrotnej, wjechaliśmy do sąsiedniej doliny, gdzie znajduje się Bystrzec, wieś położona nad brzegiem potoku o tej samej nazwie, w której mieszkał największy piewca Huculszczyzny, Stanisław Vincenz.

Droga do wsi Bystrzec, mieszkał tu największy piewca Huculszczyzny, Stanisław VincenzDroga do wsi Bystrzec

 

 Dzień 2 – spacer do wsi Chodak Wełyki i na Kostrzycę

W drugi dzień, zamierzaliśmy pojechać do wsi Szybene, by stamtąd ruszyć w stronę Popa Iwana, inaczej zwanego “Czarna Góra” (Czorna Hora), na którym znajdują się ruiny przedwojennego obserwatorium astronomiczno-meteorologicznego.
Nasze plany pokrzyżowała ogromna ciężarówka pełna drewna, która nie mogąc pokonać śliskiego wzniesienia, zablokowała jedyną drogę dojazdową.
Wybraliśmy się zatem do miejscowości Chodak Wełyki, skąd niebieski szlak prowadzi na Kostrzycę. Chodak Wełyki jest typową huculską wsią, rozrzuconą po okolicznych wzgórzach, pociętych malowniczymi zagrodami dla bydła.

Spacer do pięknej huculskiej wsi - Chodak WełykiWieś Chodak Wełyki

Spacer do pięknej huculskiej wsi - Chodak Wełyki

Za wsią, szlak stromo wspina się na przełęcz o wysokości 1015m.

Tutaj, koło samotnego gospodarstwa skręcamy w prawo i idziemy ostro pod górę w kierunku zalesionego zbocza Kostrzycy. Przechodzimy przez ogrodzone pastwisko, mijając znajdujący się po prawej stronie ostatni dom.

W drodze na KostrzycęW drodze na Kostrzycę
W drodze na Kostrzycę

W lesie, ścieżka nadal pnie się ostro w górę. Po kilku zakrętach, rozpoczynamy trawers Kostrzycy. Po półgodzinnej wędrówce wśród ośnieżonych drzew, musimy się wycofać z powodu głębokiego śniegu i powalonych drzew. Pocieszeniem może być to, że nie ominęły nas żadne widoki, gdyż niskie czarne chmury przykryły całkowicie wierzchołek.

 

Dzień 3 – pod szczyt Popa Iwana

Dzisiaj jedziemy do wsi Szybene. Przed nami 30 km drogi wzdłuż Czarnego Czeremoszu. Jest to spora atrakcja turystyczna, ponieważ za Kraśnikiem zaczyna się malowniczy przełom tej rzeki. Droga chwilami wznosi się wysoko nad urwiskiem, by następnie zrównać się z poziomem wody.

Nawierzchnia miejscami asfaltowa, a miejscami kamienista, bywa niszczona przez powodzie i ciężki sprzęt wywożący drewno z lasu. Jednakże do Szybenego kursuje autobus, więc zazwyczaj droga jest przejezdna nawet dla samochodu osobowego. Zimą pięknie wygląda, przykryta warstwą śniegu.

We wsi Szybene znajduje się posterunek straży granicznej, gdzie należy poddać się kontroli podobnej do tej na granicy państwa. Sympatyczny pogranicznik otworzył nam szlaban i powiedział, że możemy przejechać jeszcze 3 km do Pohorylca.

Po przejechaniu ok. 1,5 km zaparkowaliśmy samochód, ponieważ kolejny przepływający przez drogę strumień wypłukał głęboką wyrwę w grubej warstwie lodu pokrywającej drogę.

Pozostały odcinek pokonujemy już pieszo.

W Pohorylcu, obok leśniczówki skręcamy w prawo. Zielony szlak pnie się stromo w górę. Początkowo idziemy drogą służącą do zrywki drewna.

Na początku małej polanki skręca ona w prawo, a my pniemy się nadal prosto szlakiem. Ścieżka ponownie wprowadza nas do lasu.

Po niecałej godzinie docieramy do rozległej połoniny Wesnarka, na której znajduje się kilka szałasów i mała kapliczka.

Mozolnie podchodzimy w górę połoniny, by ponownie znaleźć się w lesie. Leśna ścieżka łagodnie schodzi w dół, do jeziorka Mariczejka.

Jest to urocze, zaciszne miejsce, w sam raz na biwak. Nawet zimą ktoś tu nocuje, o czym może świadczyć igloo stojące nad brzegiem zamarzniętej Mariczejki.

Po krótkim odpoczynku, ruszamy w dalszą drogę przez las.

Szlak nie jest już tak stromy, jak na początku wycieczki. Las staje się coraz rzadszy, w końcu znajdujemy się na wielkiej połoninie.

Idąc nadal w górę, teraz znowu stromo, docieramy do przełęczy na wysokości 1684 m, u stóp Popa Iwana. Jakiż tu musi być widok! Nam jednak nie było dane go zobaczyć, ponieważ niski pułap chmur i coraz gęściej padający śnieg bardzo ograniczały widoczność.

Cóż, trzeba będzie tu wrócić w bardziej sprzyjających warunkach. Tymczasem pora wracać, by przed zmrokiem zejść do wsi.

Jest to wycieczka na cały zimowy dzień, z czego jej piesza część, przy wolnym tempie marszu, zajęła nam prawie 7 godzin.

Zapraszamy do naszych pozostałych opisów z Czarnohory:

Wielkanoc w Czarnohorze

Howerla – święta góra Ukraińców

Boże Narodzenie w Czarnohorze